niedziela, 9 kwietnia 2017

Zapomniani - część 2

Zabarykadowali się w kuchni. Jedne drzwi zastawili szafą, drugie stołem i połamanymi krzesłami. W obliczu wielkich stworów wydawało się to niczym, ale stanowiło choć minimalną ochronę. Szczeliny pod drzwiami uszczelnili zwiniętymi szmatami. Liczyli, że nie wyczuwszy ich zapachu, potwory nie zainteresują się wchodzeniem do pomieszczenia. Wilcza przetrząsała szuflady w poszukiwaniu czegoś przydatnego, zaś Loki tylko się krzywił. Rzecz jasna dziewczyna straszliwie hałasowała, a nic nie było w stanie przekonać jej do zaprzestania poszukiwań. Znalezione stronnice wepchnęła do tylnej kieszeni spodni. Nawet do nich nie zajrzała. 
Wydała z siebie triumfalny okrzyk, unosząc znaleziony kawałek kredy. Pierwsze pytanie rzucające się na usta Lokiego brzmiało "Co kreda robi w szafce kuchennej?". Wziąwszy pod uwagę, iż ten dom zamieszkiwały osoby pokroju  tej tutaj panoszącej się po pokoju pannicy, wydało się to raczej normalne. Cóż jednak owa dziewczyna zamierzała z tą kredą zrobić? Podleciała do drzwi i wychylając się ponad barykadą, narysowała na drzwiach znak krzyża.
- Co ty wyprawiasz? - jej przymusowy towarzysz splótł ręce
- To niby demony, nie? - orzekła - Nie wiem w co tam wierzysz, ale moim zdaniem to powinno pomóc.
- Nie wydaje mi się
- No tak, jak koleś przyjmujący ksywkę z nordyckiego bóstwa, mógłby mi uwierzyć. 
Samą swoją obecnością działali sobie na nerwy. Prawdopodobnie wynikało to z odmienności ich charakterów. Ewentualnie z tego, że Wilcza tak czy siak zachowywała się nieco nielogicznie i chaotycznie. Takie złe nawyki z przeszłości. 
Po chwili milczenia dziewczyna nie wytrzymała. 
- Głodna jestem. - mruknęła cicho - Skąd brałeś jedzenie przez cały ten czas? Polowałeś na potwory?
Uniósł brwi.
- Nie? Co to za pomysł. W pomieszczeniu z artefaktami, do którego tak grzecznie wpuściłaś stwory został róg obfitości. Znalazłem go wśród innych bezużytecznych rzeczy, naprawdę miło że ktoś zechciał go zostawić. A teraz nie mamy nic.
Wzruszyła ramionami i podjęła się ponownego przetrząsania szafek. W jednej z nich zwykle trzymała ciastka, a jeśli Dom był tak łaskawy, wciąż nadawały się do spożycia. Gdy jeszcze bywała w Domu Wędrowców, zdarzało jej się piec takie rzeczy na potęgę a potem utykać po kątach. Takie drobne hobby.
Znalazła rozbity kubek, kilka wyszczerbionych talerzy... Przy okazji rozważała jakiś plan działania. Pod tym względem jej wyobraźnia niestety zawodziła. Smutna sprawa. Zamyślona zagapiła się na wnętrze szafki. Uciec i poszukać Solento? Dowiedzieć się co się z nimi stało? Sprowadzić Arkę by zajęła się zgrają potworów? Każda ścieżka wydawała się lepsza niż pozostawanie w tym upiornym miejscu. Ale... zaiste nie chciała wyjść na tchórza. Marzyła by raz poradzić sobie samodzielnie. Bez panikowania przed stworami nie z tego świata. Rozwiązać zagadkę, zakończyć horror happy end'em.
W szafce coś się poruszyło, wyrywając ją z zamyślenia. Stała tak dobrą chwilę, gapiąc się sama nie wiedząc na co. Teraz uświadomiła sobie obecność łasicowatego stwora, chrapiącego smacznie w misce sałatkowej. Zamknęła powoli drzwiczki szafki. Wzięła głęboki oddech. Otworzyła szafkę jeszcze raz. Nie, nie przywidziało jej się. Stwór o futrze przeplatanym czerwienią oraz błękitem wciąż tam siedział. Aktualnie wydawał się nawet niegroźny. Trzy pary przymkniętych ślepi, szczurzy pyszczek zaopatrzony w wąsy jak u suma. Szeroka gardziel, obwisła płatami skóry. Krótkie kocie łapki i kolczasty ogon. Kolce, znając życie, jadowite.
- Ekhem - spróbowała wydusić ze ściśniętego gardła głos - Mamy towarzystwo.
Zaraz została szarpnięta brutalnie do tyłu, a szafkę zamknięto przed jej nosem.
- Teraz siedź cicho bo go obudzisz - syknął Loki, sięgając po nóż.
Zabiłby stwora we śnie, nie podejmując ryzyka walki. Problem rozwiązałby się błyskawicznie. Ale walniętą dziewczynę ruszyły wyrzuty sumienia. Zapomniawszy o przerażeniu fuknęła na współtowarzysza.
- Nie możesz tego zrobić.
- Cicho, chcesz, żeby nas pozabijał?
- Nie jesteśmy zwierzętami - zebrało jej się na wykład - Nie wolno nam przyjmować zasady zabij lub zostań zabity. To nie wypada. On cię nawet nie zaatakował.
Na dodatek - przemknęło jej przez myśl - Poprzedni potwór, po swojej śmierci zamienił się w moje rękopisy. Dobra, to dziwne, może one już tam poprzednio leżały, ale w tym domu ze słowami dzieją się dziwne rzeczy. Wobec czego istnieje prawdopodobieństwo iż ma to jakiś związek z niedokończonymi historiami. Wobec czego nie wiadomo czy owe stwory nie poczują powiązania z innymi stronami tekstu.
- List - wypaliła nagle, bez namysłu, zapominając, że Loki nie czyta toku jej myśli. Spojrzał jedynie na nią ze zdziwieniem.
- Co ma list do zabijania demonów? Jaki list?
Dziewczyna zamachała szybko rękoma, dając mu do zrozumienia swoją pomyłkę.
- Nie, przepraszam. Wpadłam na pomysł jak możemy skontaktować się z osobą która nam pomoże. Do czasu kiedy nie dowiemy się czym naprawdę są te stwory, nie zabijaj... tego - skrzywiła się, zastanawiając się jak można określić owego stwora z szafki - Zamknij go, będzie naszym obiektem testowym.
Teraz powiało od niej nutką szalonego naukowca. Lokiemu w życiu nie przyszedłby do głowy taki pomysł. Jak mawiają: ciekawość pierwszym stopniem do piekła. Żywił nikłą nadzieję, że złapanie stwora nie obróci się przeciwko nim. Co jeśli zdołałby się w jakiś sposób uwolnić?
Tak wersja przedstawiała się jednak lepiej niż długa i męcząca kłótnia na temat "dlaczego nie wolno ci zabić demona". Znalezienie szczelnego pojemnika zajęło im kilkadziesiąt sekund. W końcu to była kuchnia. Nożem zrobili w nim dwie niewielkie dziury na dopływ powietrza. Pozostała kwestia złapania stwora.
Wilcza powoli, w pełnym napięcia milczeniu uchyliła drzwiczki szafki. Stwór wciąż spał w misce. Loki powoli nakrył go pojemnikiem. Oczywiście łasicowato - szczurowaty się przebudził. A trzeba by jakoś go zamknąć w pojemniku. Nie cackając się ni dbając o pozory dobroci, wyjął naczynie z szafki i potrząsnął. Biedne stworzenie nie dało rady zareagować kiedy przerzucił je do pojemnika i zatrzasnął pokrywką. Widzieli przez przejrzystą ścianę naczynia jak wyrywa się oszołomieniu usiłując wydostać się na wolność.
- Znajdź jeszcze jakiś sznurek którym można by to obwiązać. - nakazał Loki, niezbyt pokładając zaufanie w plastikowych zatrzaskach. Niestety, nawet po przeszukaniu wszystkich szuflad, niczego nie znalazła. Ku irytacji przymusowego towarzysza rzecz jasna. W końcu dała sobie spokój i po prostu wyciągnęła tasiemkę z kaptura swojej bluzy. I tak nikt owego wynalazku nie używał, więc oddała go na szczytny cel.
Pozostawanie przy życiu jest bardzo szczytnym celem.
- To co z tą pomocą? - zapytał obwiązując pojemnik. Choć ten kryzys został zażegnany. - Wspomniałaś coś o liście, tylko z tego co wiem żadna poczta tu nie dochodzi.
Zignorowawszy ostatnie zdanie, wsadziła ręce w kieszenie i bujając się na czubkach palców jęła objaśniać swój plan.
- Ponieważ często wywędrowywaliśmy stąd do innych wszechświatów trzeba było wymyślić jakiś szybki sposób kontaktu.
- My..?
- Ja, Raven, Solento. I kto tu jeszcze pomieszkiwał - machnęła ręką - W każdym bądź razie sms'y nie wchodziły w grę - widząc zdezorientowaną minę towarzysza przeszła do sedna sprawy - W moim pokoju znajduje się coś w rodzaju portalu za pomocą którego możemy wysłać list do Solento. A ona sobie już z resztą poradzi.
- A gdzie ten twój pokój jest?
- Na górze. Po schodach do góry i pierwsze drzwi na lewo.
- Muszę cię zmartwić - oznajmił - Dokładnie tam znajduje się legowisko paru paskudnych stworów.
Dziewczyna zaniemówiła. W sposób dość niepokojący. Zawiało tępą, głupią determinacją, typową dla osób którym jeszcze nikt w życiu nie odgryzł kończyn. Biorąc pod uwagę statystykę, Loki powinien zacząć planować jakiego koloru kwiaty przyniesie jej na grób.
- STOP! - oznajmił spostrzegłszy jej minę - Jak chcesz popełnić samobójstwo to proszę bardzo tu masz katanę, zrób to ładnie, czysto, mnie w to nie mieszaj. Byle byś mi uprzednio powiedziała jak stąd wyjść.
Równie dobrze mógłby mówić do słupa. Nim zdążył zareagować porwała katanę odłożoną na stół i jęła zdejmować tak starannie ułożoną barykadę. Ponieważ wciąż trzymał pudełko z demonem, musiał najpierw je odłożyć by móc powstrzymać dziewczynę. Na jego nieszczęście już zdążyła wydostać się na zewnątrz, co jedynie potwierdziło nieskuteczność stworzonej przez nich zapory.
Loki w przeciwieństwie do niej cenił swoje życie. Nim wyleciał za nią na korytarz przemyślał to trzy razy. Potem zatrzasnął drzwi z postanowieniem pozostawienia jej na pastwę potworów. Nie wytrwał kwadransa. Oczyma wyobraźni widział jak rozszarpują tą niedoświadczoną idiotkę na strzępy i poczuł wyrzuty sumienia. Nieco ostrożniej wymknął się z pokoju, uprzednio zabezpieczając ich "obiekt do eksperymentów". Do odsieczy potrzebował obu rąk wolnych. Drzwi od kuchni zamknął ostrożnie, by na wszelki wypadek mieć dokąd wrócić.
A potem popędził w opisanym przez dziewczynę kierunku. Po schodach do góry, pierwsze drzwi na lewo. Nim sięgnął klamki niemal pośliznął się na mokrej plamie pod drzwiami. Dziwnie lepkiej i ciepłej. Szarpnął drzwi niemal z wściekłością.
Oczywiście, że w pokoju było ciemno. Jednakże, ponieważ była to stosunkowo mała przestrzeń, nie miał problemów z określeniem miejsca pobytu dziewczyny. Siedziała sobie pod ścianą, skulona z kartkami papieru na kolanach. Pisała coś w pośpiechu. Odetchnął z ulgą, mając zamiar zaciągnąć ją z powrotem w bezpieczne miejsce i ochrzanić od góry do dołu. Zbliżywszy się, dostrzegł jednak w nikłym świetle pewien niepokojący fakt. Ręce dziewczyny skąpane były we krwi. Jak również i część jej twarzy. Stawiane przez nią na papierze litery, również pobłyskiwały czerwienią. Skończyła i zgięła kartkę wpół. Wtedy podniosła wzrok na przybyłego z odsieczą. Oczy miała szeroko otwarte z przerażenia. W milczeniu wskazała palcem na sufit.
Nie odważył się spojrzeć.
Sięgnęła po przedmiot leżący obok niej. Zwykłe, drewniane pudełko. Schowała w nim list, po czym Loki wywnioskował, iż musi to być owy portal o którym wspomniała. Potem podniosła się, zachowując najwyższą ciszę i jęła skradać się ku wyjściu. Ręce wyraźnie jej drżały. Wtedy w końcu postanowił podnieść głowę i sprawdzić cóż tak ją przeraziło.
Zamarł, nie potrafiąc wykonać najmniejszego ruchu.
---------------------------------------------------------------
I tym optymistycznym akcentem dziś zakończę.

piątek, 3 marca 2017

Terry Pratchett w roli głównej czyli Recenzja Świata Dysku


Kiedy łamiesz zasady, łam je mocno i na dobre.


Jednym z bardziej niekonwencjonalnych wytworów literatury ostatniego półwiecza jest właśnie Świat Dysku. Zacznijmy może od tego, że kolejne tomy serii łączą się w luźny sposób: czasami pojawiają się ci sami bohaterowie, kiedy indziej po prostu umieszczone są w tym samym wszechświecie. Lub raczej na tym samym żółwiu.
Mówiąc o jednym z tomów tej serii nie da się jednak nie napomknąć o innych, dlatego ta recenzja będzie dotyczyła ogółem całego Pratchett'owskiego fenomenu.
Zacznijmy od gamy bohaterów. W głównej roli możemy spotkać kapitana Straży Nocnej, Vimesa, genialnego i teoretycznie nawróconego złodzieja i oszusta Moist'a von Lipwing'a, czarownice lub nawet samego Śmierć. Czasami zdarza nam się spotykać postacie pierwszoplanowe na drugim planie innego tomu. A ponieważ wszystko zostało w ten sposób połączone, nagle się okazuje, że sam Dysk i cywilizacja ożywają. Tym samym obserwujemy rozwój i zmiany społeczeństwa, wprowadzanie nowych wynalazków itp.
Co do fabuły: każda książka ma swój własny problem, sprawę, historię do opowiedzenia. Tak jak my kończymy jakiś rozdział w życiu, tak każda z nich opisuje jakąś część życia naszych bohaterów. Jednocześnie dzięki temu się łączą jak i każdą można czytać osobno, nie znając całej reszty. Bardzo często akcja toczy się w/obok/dotyczy miasta Ankh-Morpork które ma swoje dziwactwa i zdaje się przyciągać kłopoty.

Uczeni wyliczyli, że jest tylko jedna szansa na bilion, by zaistniało coś tak całkowicie absurdalnego. Jednak magowie obliczyli, że szanse jedna na bilion sprawdzają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć.

Co jednak odróżnia Pratchett'a od innych pisarzy? Przede wszystkim humor. Połowa wartości tekstu kryje się w wywodach i opisach, które w reszcie książek potrafią człowieka zanudzić na śmierć. W tym przypadku: wręcz przeciwnie! Prowadzone są w sposób luźny, czasem można by pomyśleć, że kolejne zdania wiążą się jedynie pobieżnym sensem, jak następujące po sobie myśli. Całokształt układa się jednak w przesłanie zrozumiałe dla - przykro mi bardzo - inteligentnych ludzi. W sposób prześmiewczy są poruszane problemy społeczne, tak by pokazać je i wytknąć ale zarazem nie zanudzić czytelnika na śmierć - (brzmi znajomo? Przypomina się interpretacja szkolnych lektur?)
Niejednego może to zniechęcić. By czytać "Świat Dysku" trzeba poświęcić trochę uwagi na 'to co autor miał na myśli'. Nie mam tu na myśli nie daj Boże interpretowania tekstu. Po prostu trzeba się skupić by zrozumieć sens.
Niektórzy też mawiają, iż połowa akcji toczy się w przypisach. Prawdy stwierdzeniu temu odmówić nie można. Przypisy zawierają tu nie tylko wyjaśnienia konkretnych fraz ale też często historię z nimi związaną. 

Mam wrażenie, że nie posiada pan żadnej pożytecznej umiejętności ani talentu. Czy myślał pan, żeby się zająć nauczaniem?

Cóż ponadto? Odniesienia do dzisiejszej kultury, teorii naukowych itp. Są ukryte w tekście i jeżeli czytelnik zna dane dzieło z łatwością może wychwycić wzmiankę o nim.
Szczytem jest rzecz jasna tom "Trzy Czarownice" który całokształtem nawiązuje do Shakespeare'owskiego "Makbeta". Udało mi się także natrafić na dziesiątki doprawdy nawiązań do "Władcy Pierścieni" oraz "Hobbita", zawoalowaną wzmiankę o "Titanicu" i nawiązanie do książki pt. "Tu żyją smoki" (choć co do ostatniego nie jestem pewna czy to nawiązanie czy zbieg okoliczności). Jest oczywiście i Conan... przepraszam! Cohen Barbarzyńca... 

A osobiście? Co najbardziej mnie urzekło? To, że Śmierć mówił tylko "WIELKIMI LITERAMI" i było to wpisane w ideę jego postaci. Interpunkcja i styl tekstu odgrywa tam czasem zadziwiająco wielką rolę...

Czekoladka, której człowiek nie miał ochoty zjeść, nie liczy się jako czekoladka. To odkrycie pochodzi z tej samej dziedziny fizyki kulinarnej co ta, która wykazała, że jedzenie skonsumowane nie przy stole nie zawiera żadnych kalorii.

Cóż, o Świecie Dysku możnaby prawić godzinami. Dlatego powiem tylko, że są to książki naprawdę warte przeczytania. Styl i specyficzny humor nie każdemu do gustu przypadną jednakże to one nadają tekstowi takiego klimatu. Niemniej można się do nich przyzwyczaić a czytanie kolejnych tomów stanie się dla nas niemałą przyjemnością.